sobota, 4 stycznia 2014
koszmary zazdrości
Dziś w mojej dawnej szkole odbywa się studniówka. Z własnej mam ,mówiąc szczerze-nienajlepsze wspomnienia,ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Na tegoroczną studniówkę została zaproszona moja koleżanka, którą znam od dziecka. Cieszę się, że na nią poszła,wybawi się dziewczyna. Tylko oglądając relację 'na żywo" z tejże imprezy (taaak,mamy 21 wiek i można nawet relacje ze studniówek na żywo oglądać!)zrobiło mi się mega przykro. A właściwie nawet nie tyle przykro,ile zżera mnie zazdrość. Okropne, naprawdę okropne uczucie! Ona ma taka figurę...ok, nie powinnam zazdrościć-to moja koleżanka itd,ale... od dziecka jej tego zazdroszczę. Ja zawsze byłam chuda z jednym małym defektem,choć właściwie nie takim małym bo mój brzuch jest wielki jak Ocean Atlantycki...Zawsze taki był, wielki i odstający, zupełnie niepasujący do reszty ciała, jakby wzięty od jakiejś zupełnie innej osoby. Asia ma cudowną figurę: szczuplutka, seksowny płaski brzuszek, szczupłe rączki,zgrabne nogi, krągłe pośladki i piękny biust. Wszystko to,czego nie mam ja. Odkąd pamiętam zawsze czułam się przy niej gorsza, brzydsza, głupsza. Fakt, Asia nie jest idealna, przecież nikt nie może taki być: ma dość duży nos,masywne uda, nie podobają mi się jej włosy przypominające fryzurą Chopina, we mnie też prawdopodobnie jest coś co możnaby na upartego sklasyfikować jako'w porządku', choć sama niestety tego nie widzę. Wszędzie widzę tylko same piękne, wysokie,szczupłe, seksowne, mądre dziewczyny. A mnie od nich dzielą całe lata świetlne...Żeby nie było tak dramatycznie, zaczęłam ćwiczyć, choć przyznam szczerze-nienawidzę tego robić. W końcu sport to przecież najlepsza droga do wymarzonej figury,uwalniają się wtedy endorfiny i mnóstwo innych takich pozytywnych cudactw :P Dołączyłam także zdrową dietę,chcąc choć jedne wakacje w życiu spędzić w poczuciu szczęścia-faktycznie,takie były. 2 miesiące zleciały jednak w mgnieniu oka. Teraz już tak kolorowo niestety nie jest. Mówiąc szczerze ciężko ćwiczyć mieszkając w akademiku a i prowadząc studenckie życie o tylko zdrowe jedzenie trudno. Nie chcę się usprawiedliwiać, ćwiczę w weekendy,raz w tygodniu mam wf(te ćwiczenia są mówiąc delikatnie średnie,naprawdę nie rozumiem po co komu na studiach wf),nadal staram się trzymać zdrowej diety,choć przyznam, że czasem zjem jakiegoś batona czy coś podobnego. Jednak mimo wszystko tak jak ona nie wyglądam, nie jestem tak samo atrakcyjna, mądra, nadal czuję się do kitu. Jeszcze bardziej dobijający jest fakt,że aby poczuć się lepiej muszę starać się znaleźć jakieś wady koleżanki.Naprawdę muszę komuś dokopać żeby poczuć się odrobinę lepiej? Przecież ja ją lubię, mieszkamy w różnych częściach polski i rzadko rozmawiamy, ale jednak jest to moja koleżanka i to właśnie ona mnie totalnie demotywuje i jednocześnie napędza...coś tu chyba jest nie tak, jak można jednocześnie kogoś lubić i nienawidzić ?!Sama nie wiem co zrobić z tym faktem;czuję się mega paskudnie,a w wakacje było tak cudownie! Chyba idę sobie popłakać...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz