Dziś przyjechałam do 'swojego' mieszkania, by jutro pójść w końcu na zajęcia (jestem chora,w sumie powinnam zostać w domu do końca tygodnia, ale się głupio uparłam - wyrzuty sumienia po nie przyjściu na kolokwium?). Mieszkam w akademiku, choć prywatnym. Rozpakowałam się i idę do łazienki zanieść kosmetyki. Wyjeżdżając w piątek skończył się już papier toaletowy. Najpierw opakowanie kupiła jedna z moich współlokatorek, następne chyba druga, logiczne więc było, że kolejną paczkę powinnam kupić ja(w pokoju mieszka nas 3 sztuki). Moje koleżanki są starsze ode mnie, mieszkają tu już 3 rok- ja jestem nowa. O zasadzie dotyczącej papieru musiałam się jednak sama domyśleć, gdy po 3 dniach od skończenia się rolki papieru nadal nie było. Problemu w sumie nie ma- gdy papier się kończy bądź co bądź trzeba kupić następny, ale myślę, że jednak któraś z dziewczyn mogła zagadać: Słuchaj, jest zasada: każda z nas co jakiś czas kupuje opakowanie papieru toaletowego- raz jedna,raz druga, raz trzecia'. Czy to nie byłoby bardziej hmm logiczne? uprzejme? ludzkie? Przywoziłam czasami papier i w przerwach dodawałam po rolce, ostatnio też już dokładałam, więc myślę, że moja 'kolejka' została wyczerpana :P Ciekawe tylko, czy teraz one się domyślą, że nadeszła ich kolej :P
W ogóle mamy lekkie problemy z komunikacją - w pokoju panuje cisza absolutna, praktycznie nikt się nie odzywa. Rozumiem, że mogą nie odzywać się do mnie, bo się nie znamy, ale nawet do siebie? Znają się już dość długo, przynajmniej 6 lat... Ciągle czytają coś na zajęcia, non stop w książkach...boję się przerywać tę ciszę nawet głupim trzeszczeniem krzesła czy robieniem sobie kanapek. Praktycznie sama poszłam do tego miasta, sama na uczelnię i na wydział, do akademika również sama, myślałam, że będzie hmm inaczej. Bardziej przyjemnie, przytulnie, a wracając do pokoju czuję się tylko jak natrętna mucha, boję się oddychać głośniej czy wysmarkać nos. Chyba coś tu jednak nie w porządku... W październiku próbowałam zagadywać, pytałam gdzie jest jakiś sklep czy coś, ale chyba to nie ma większego sensu, będę się męczyć jeszcze przez parę dłuugich miesięcy...
Czy tylko ja mam takie 'problemy' ze współlokatorkami? A może ktoś ma jeszcze ciekawsze doświadczenia lub pomysły na uratowanie sytuacji?
Pozdrawiam, lusiak 94
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz